Polska kinematografia, choć często niedoceniana w zderzeniu z hollywoodzkimi blockbusterami, ma do zaoferowania niezwykłe bogactwo historii, postaci i emocji. Od wielkich dramatów historycznych, przez kino moralnego niepokoju, po kultowe komedie, których dialogi na stałe weszły do języka potocznego – polskie filmy potrafią zachwycić, wzruszyć i zmusić do myślenia. Poniższy ranking to subiektywny przewodnik po tytułach, które każdy polski (i nie tylko) kinoman znać powinien. To podróż przez dekady, style i gatunki, ukazująca siłę i różnorodność naszego kina.
Mistrzowie i ich arcydzieła – klasyka, która się nie starzeje
Na czele każdej listy musi znaleźć się panteon polskich reżyserów, których dzieła na zawsze zmieniły oblicze światowego kina. Filmy Andrzeja Wajdy, Krzysztofa Kieślowskiego czy Wojciecha Jerzego Hasa to absolutna podstawa.
- „Ziemia obiecana” (1974), reż. Andrzej Wajda – monumentalna adaptacja powieści Władysława Reymonta to fresk o narodzinach kapitalizmu w Łodzi. Opowieść o trójce przyjaciół – Polaku, Niemcu i Żydzie – którzy dla pieniędzy i sukcesu gotowi są poświęcić wszystko. Film poraża rozmachem, genialnymi kreacjami aktorskimi (Daniel Olbrychski, Wojciech Pszoniak, Andrzej Seweryn) i ponadczasowym przesłaniem o moralnych kosztach ambicji. To dzieło kompletne, które do dziś pozostaje jednym z najważniejszych obrazów w historii polskiego kina.
- Trylogia „Trzy kolory” (1993-1994), reż. Krzysztof Kieślowski – choć to koprodukcja, siła twórczej wizji Kieślowskiego jest tu bezsprzeczna. „Niebieski”, „Biały” i „Czerwony” to filozoficzna medytacja nad hasłami wolność, równość, braterstwo. Każdy z filmów to odrębna, intymna historia ludzkich zmagań z losem, miłością i przypadkiem, połączona subtelnymi nićmi i wizualnym kunsztem. To kino metafizyczne, które stawia pytania, zamiast dawać łatwe odpowiedzi.
- „Nóż w wodzie” (1961), reż. Roman Polański – debiut, który otworzył Polańskiemu drzwi do międzynarodowej kariery i przyniósł pierwszą polską nominację do Oscara. Kameralny dramat psychologiczny rozgrywający się na jednym jachcie, gdzie spotkanie starszego, cynicznego mężczyzny, jego żony i młodego autostopowicza przeradza się w niebezpieczną grę pozorów, dominacji i pożądania. Gęsta atmosfera i mistrzowskie budowanie napięcia sprawiają, że film do dziś jest wzorem dla thrillerów psychologicznych.
Kultowe komedie – śmiech przez łzy i absurd PRL-u
Polacy potrafią śmiać się z siebie jak mało który naród, a nasza kinematografia jest tego najlepszym dowodem. Komedie Juliusza Machulskiego i Stanisława Barei to nie tylko doskonała rozrywka, ale też celne, często gorzkie diagnozy społeczne.
- „Miś” (1981), reż. Stanisław Bareja – absolutny klasyk i film-symbol. Historia prezesa klubu sportowego „Tęcza”, Ryszarda Ochódzkiego, to pretekst do brawurowego obnażenia absurdów schyłkowego PRL-u. Każda scena, każdy dialog („Oczko mu się odlepiło, temu misiu”) to perełka, która bawi do łez, jednocześnie stanowiąc bezlitosną satyrę na otaczającą rzeczywistość.
- „Seksmisja” (1984), reż. Juliusz Machulski – ponadczasowa komedia science fiction, która pod płaszczykiem opowieści o świecie rządzonym przez kobiety przemycała aluzje do totalitarnego systemu. Dwóch zahibernowanych mężczyzn budzi się w przyszłości, gdzie muszą walczyć o przetrwanie i… męskość. Błyskotliwy scenariusz, niezapomniane kreacje Jerzego Stuhra i Olgierda Łukaszewicza oraz kultowe cytaty („Ciemność, widzę ciemność!”) zapewniły filmowi nieśmiertelność.
Kino przełomu i współczesności – głos nowego pokolenia
Po 1989 roku polskie kino zaczęło mówić nowym językiem, rozliczając się z przeszłością i próbując zdefiniować teraźniejszość. Pojawili się twórcy tacy jak Władysław Pasikowski czy Wojciech Smarzowski, a w ostatnich latach do głosu doszło nowe pokolenie reżyserów.
- „Psy” (1992), reż. Władysław Pasikowski – film, który zdefiniował lata 90. Opowieść o byłych funkcjonariuszach SB, którzy próbują odnaleźć się w nowej, policyjnej rzeczywistości. Brutalny, pełen wulgaryzmów i cynizmu obraz transformacji ustrojowej, który do dziś budzi kontrowersje, ale pozostaje ikoną swojego czasu. Rola Bogusława Lindy jako Franza Maurera przeszła do legendy.
- „Dzień świra” (2002), reż. Marek Koterski – tragikomiczny portret polskiego inteligenta, Adasia Miauczyńskiego, który zmaga się z codziennością, natręctwami i frustracją. To film-lustro, w którym wielu widzów mogło dostrzec swoje własne lęki i słabości. Genialna rola Marka Kondrata i napisany wierszem scenariusz sprawiają, że jest to jedno z najbardziej oryginalnych i poruszających dzieł polskiego kina.
- „Bogowie” (2014), reż. Łukasz Palkowski – dynamiczna i porywająca opowieść o profesorze Zbigniewie Relidze i jego walce o przeprowadzenie pierwszego udanego przeszczepu serca w Polsce. To nie tylko film biograficzny, ale przede wszystkim trzymająca w napięciu historia o determinacji, odwadze i przełamywaniu barier. Tomasz Kot w roli charyzmatycznego kardiochirurga stworzył jedną z najlepszych kreacji w polskim kinie XXI wieku.
- „Boże Ciało” (2019), reż. Jan Komasa – nominowana do Oscara historia chłopaka z poprawczaka, który podszywając się pod księdza, zaczyna pełnić posługę w małej, doświadczonej przez tragedię społeczności. To mocne, skłaniające do refleksji kino o wierze, potrzebie duchowości i mechanizmach społecznych. Film Komasy odbił się szerokim echem na świecie, udowadniając, że polskie kino wciąż ma wiele do powiedzenia.
Powyższa lista to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Jeśli szukacie polskie filmy które warto obejrzeć to warto sięgnąć również po filmy „Wesele” Smarzowskiego, „Zimną wojnę” Pawlikowskiego czy klasyki takie jak „Sami swoi” Chęcińskiego. Każdy z tych obrazów to dowód na to, że polskie kino żyje, ma się dobrze i potrafi dostarczyć niezapomnianych wrażeń.
